Trudno o lepszą lokalizację monumentu. W bliskim sąsiedztwie liceum, którego absolwentami byli trzej synowie batiuszki – Aleksander, Wiaczesław i Orest – i niedaleko soboru, do którego chodzili się modlić i w którym ich tata, o. Szymon Fedorońko, naczelny prawosławny kapelan Wojska Polskiego, na pewno odprawiał nie raz.
To on poległ jako pierwszy. Zginął w wieku czterdziestu siedmiu lat w Katyniu. Mógł uniknąć śmierci, bo Sowieci z obozu jenieckiego wywieźli go do Moskwy i tam proponowali współpracę. Odmówił. Wrócił do Kozielska i podzielił los wszystkich jeńców.
Skąd rodzina dowiedziała się o jego śmierci? Z imiennych list wywieszanych przez Niemców w 1941 roku. Matuszka Wiera długo nie chciała w to uwierzyć.
Najstarszy syn Aleksander był już w Anglii. Przedostał się tam po klęsce wrześniowej, został pilotem 300 dywizjonu bombowego RAF. Poległ w kwietniu 1944 roku nad Niemcami, jego grób znajduje się w Mannheim. Miał dwadzieścia sześć lat.
Pewno nic nie wiedzieli o jego śmierci bracia, gdy 1 sierpnia chwycili za broń i poszli na powstańcze barykady. Kilka tygodni wcześniej, dwudziestoczteroletni Wiaczesław, absolwent podziemnej podchorążówki, zdołał wywieźć do podwarszawskiego Komorowa swoich najbliższych – mamę, żonę w ciąży i córeczkę Aleksandrę.
W powstaniu był zastępcą dowódcy IV kompanii Poraja, w zgrupowaniu GURT. Zginął 18 sierpnia na rogu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, gdzie dziś stoi rotunda PKO, podczas ataku na bar Żywiec.
Jego 22-letni brat Orest poległ już 1 sierpnia. Walczył w komendzie dywersji, w oddziale Kosego, w batalionie saperów praskich.
Matuszka Wiera z synową ekshumowały ciała w lutym 1945 roku. Obaj bracia spoczęli na wolskim cmentarzu.
– Najbardziej cieszy mnie to, że pomnik naszej rodziny zrodził się z inicjatywy społecznej – podkreśla córka Wiaczesława, Aleksandra Fedorońko-Adamczewska, która razem ze swoją siostrą Wiesławą Sokorską przybyła na uroczystość. – I że jego odsłonięcie miało taką uroczystą oprawę.
Inicjatywa rzeczywiście była społeczna, bo wyszła od absolwentów Liceum im. Władysława IV i Towarzystwa Przyjaciół Pragi. Odsłonięcie pomnika nastąpiło po św. Liturgii z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości, a wzięli w nim udział metropolita Sawa, arcybiskup Miron, biskup Jerzy, prezydent Lech Kaczyński, przyjaciele rodziny Fedorońko, wierni.
– Kiedy słyszałem historię tej rodziny, przypomniała mi się historia wielu innych polskich rodzin, polskich, co nie oznacza zawsze katolickich, nie mających inne niż polskie korzenie – powiedział prezydent. – Takim przykładem jest właśnie ta rodzina i takie rodziny stanowią podstawę siły i potęgi Rzeczypospolitej. To przykład wielobarwności naszej kultury i charakteru naszego narodu, naszego narodu, który jest narodem w sensie historycznym i politycznym, a nie w sensie plemiennym. Niezmiernie się cieszę, że tuż obok katedry stoi pomnik upamiętniający taką właśnie polską prawosławną rodzinę, rodzinę, która była wzorem ofiarności i patriotyzmu, wzorem poświęcenia.
Aleksandra Fedorońko-Adamczewska serdecznie podziękowała społeczności praskiej za wzniesienie pomnika.
– Moi przodkowie po mieczu, (…) to gorący patrioci wyznania prawosławnego. (...) Bo Polakiem prawdziwym nie jest się z nazwiska, ale z serca i czynu – powiedziała.
Ałła Matreńczyk
fot. o. Andrzej Baczyński
Ojciec i synowie
Pmnik rodziny prawosławnego duchownego, o. Szymona Fedorońko, odsłonięto w przededniu Święta Niepodległości w Warszawie. Stanął na rogu Jagiellońskiej i Alei Solidarności, upamiętniając bohaterską śmierć ojca i trzech synów w obronie kraju podczas II wojny światowej.
Trudno o lepszą lokalizację monumentu. W bliskim sąsiedztwie liceum, którego absolwentami byli trzej synowie batiuszki – Aleksander, Wiaczesław i Orest – i niedaleko soboru, do którego chodzili się modlić i w którym ich tata, o. Szymon Fedorońko, naczelny prawosławny kapelan Wojska Polskiego, na pewno odprawiał nie raz.
To on poległ jako pierwszy. Zginął w wieku czterdziestu siedmiu lat w Katyniu. Mógł uniknąć śmierci, bo Sowieci z obozu jenieckiego wywieźli go do Moskwy i tam proponowali współpracę. Odmówił. Wrócił do Kozielska i podzielił los wszystkich jeńców.
Skąd rodzina dowiedziała się o jego śmierci? Z imiennych list wywieszanych przez Niemców w 1941 roku. Matuszka Wiera długo nie chciała w to uwierzyć.
Najstarszy syn Aleksander był już w Anglii. Przedostał się tam po klęsce wrześniowej, został pilotem 300 dywizjonu bombowego RAF. Poległ w kwietniu 1944 roku nad Niemcami, jego grób znajduje się w Mannheim. Miał dwadzieścia sześć lat.
Pewno nic nie wiedzieli o jego śmierci bracia, gdy 1 sierpnia chwycili za broń i poszli na powstańcze barykady. Kilka tygodni wcześniej, dwudziestoczteroletni Wiaczesław, absolwent podziemnej podchorążówki, zdołał wywieźć do podwarszawskiego Komorowa swoich najbliższych – mamę, żonę w ciąży i córeczkę Aleksandrę.
W powstaniu był zastępcą dowódcy IV kompanii Poraja, w zgrupowaniu GURT. Zginął 18 sierpnia na rogu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, gdzie dziś stoi rotunda PKO, podczas ataku na bar Żywiec.
Jego 22-letni brat Orest poległ już 1 sierpnia. Walczył w komendzie dywersji, w oddziale Kosego, w batalionie saperów praskich.
Matuszka Wiera z synową ekshumowały ciała w lutym 1945 roku. Obaj bracia spoczęli na wolskim cmentarzu.
– Najbardziej cieszy mnie to, że pomnik naszej rodziny zrodził się z inicjatywy społecznej – podkreśla córka Wiaczesława, Aleksandra Fedorońko-Adamczewska, która razem ze swoją siostrą Wiesławą Sokorską przybyła na uroczystość. – I że jego odsłonięcie miało taką uroczystą oprawę.
Inicjatywa rzeczywiście była społeczna, bo wyszła od absolwentów Liceum im. Władysława IV i Towarzystwa Przyjaciół Pragi. Odsłonięcie pomnika nastąpiło po św. Liturgii z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości, a wzięli w nim udział metropolita Sawa, arcybiskup Miron, biskup Jerzy, prezydent Lech Kaczyński, przyjaciele rodziny Fedorońko, wierni.
– Kiedy słyszałem historię tej rodziny, przypomniała mi się historia wielu innych polskich rodzin, polskich, co nie oznacza zawsze katolickich, nie mających inne niż polskie korzenie – powiedział prezydent. – Takim przykładem jest właśnie ta rodzina i takie rodziny stanowią podstawę siły i potęgi Rzeczypospolitej. To przykład wielobarwności naszej kultury i charakteru naszego narodu, naszego narodu, który jest narodem w sensie historycznym i politycznym, a nie w sensie plemiennym. Niezmiernie się cieszę, że tuż obok katedry stoi pomnik upamiętniający taką właśnie polską prawosławną rodzinę, rodzinę, która była wzorem ofiarności i patriotyzmu, wzorem poświęcenia.
Aleksandra Fedorońko-Adamczewska serdecznie podziękowała społeczności praskiej za wzniesienie pomnika.
– Moi przodkowie po mieczu, (…) to gorący patrioci wyznania prawosławnego. (...) Bo Polakiem prawdziwym nie jest się z nazwiska, ale z serca i czynu – powiedziała.
Ałła Matreńczyk
fot. o. Andrzej Baczyński






Opinie
Twoja opinia