Numer 1(283)    styczeń 2009Numer 1(283)    styczeń 2009
fot.
O wierze i magii
Anna Radziukiewicz
Czy w XXI wieku, wieku rozumu, jest miejsce dla magii? – postawił pytanie władyka piotrkowski Paisjusz podczas spotkania organizowanego przez bractwo św. św. Cyryla i Metodego w ramach wszechnicy prawosławnej. Spotkanie miało miejsce 6 grudnia w Białymstoku w Centrum Kultury Prawosławnej.
   
   – Wbrew logice – odpowiedział władyka – magia osiąga apogeum popularności, wciągając w swój krąg również inteligencję. Ludzie czytają horoskopy, chodzą do wróżek, leczą się mocą, ciągną do szeptuch. Im więcej ufają sobie, tym mniej nadziei i ufności pokładają w Bogu.
   Czym jest magia? Nieograniczoną chęcią panowania nad wszystkim, także Bogiem. Jest niedopuszczaniem mocy wyższej od własnej. O ile religia wiedzie w kierunku podporządkowania się woli Boga, jest pokładaniem nadziei w Bogu, to magia, czyli uprawianie czarów, jest tego wszystkiego zaprzeczeniem. Magia była znana na wszystkich kontynentach i we wszystkich epokach.
   Wśród prawosławnych na Białostocczyźnie bardzo popularne jest chodzenie do tych, którzy leczą modlitwą. I nad tym aspektem zatrzymał się biskup Paisjusz, zadając kilka pytań. Dlaczego ci, którzy leczą modlitwą, nie skierują chorego do cerkwi, do spowiedzi i przyjęcia Darów Świętych? Dlaczego, oprócz modlitwy, wyszeptują słowa dla nas nie zrozumiałe? Czy to są zaklęcia, imiona złych duchów, które pomagają szeptuchom? Te zaklęcia mogą brzmieć zupełnie niewinnie – mogą to być na przykład cyfry dziesięć, dwanaście, trzynaście albo czyjeś imię, które jest jednocześnie imieniem złego ducha. Dlaczego szeptuchy wręczają choremu zawiniątka?
   Dlaczego ci, którzy zajmują się praktykami parareligijnymi, umierając pragną przekazać swoją moc, najlepiej komuś z kręgu własnej rodziny. Często matka przekazuje ją córce. Bywa, że szeptucha bardzo się męczy przed śmiercią, nie może odejść z tego świata, zanim nie przekaże swej mocy komuś z żyjących.
   Fizycznie szeptuchy pomagają choremu, ale duchowo prowadzą go do ruiny.
   Władyka sięgnął po przykład. Pewien praktykujący katolik miał raka mózgu. Zaczął jeździć do szeptuchy. Guzy na mózgu znikły. Potem jednak przemierzał pół Polski, by co najmniej raz na dwa miesiące do niej trafić. Nawet gdy zaspy unieruchamiały autobusy, brnął piechotą przez śnieg. Kilka razy nie mógł przyjechać. Skończył samobójstwem. Miał wtedy czterdzieści kilka lat i był wolny od raka.
   Wiele osób korzystało z usług szeptuch nieświadomie. Jak powinny one się zachować? Przede wszystkim wyspowiadać się – radził władyka – przyjąć Święte Dary i oczywiście prośbę o uzdrowienie kierować do Matki Bożej – tyle mamy Jej cudotwórczych ikon – do świętych, choćby dzieciątka Gabriela.
   Ale szeptuchy chodzą do cerkwi, pomagają cerkwi – jakby uprzedził uwagi słuchaczy władyka. – Tak, bo często one same nie są świadome, skąd uzyskały moc, ani nie zdają sobie sprawy z tego, co robią.
   To co było charakterystyczne dla białostockiej wsi, przeniosło się do miast, a nawet na salony naukowe, czy raczej pseudonaukowe, również do telewizji. Magowie, spirytyści, czarnoksiężnicy zostali zalegalizowani jako zawody przez ustawodawstwo III Rzeczypospolitej. Kraje Unii Europejskiej dopuszczają czary jako legalną praktykę.
   W Łodzi, w której praktycznie nie ocalał żaden większy zakład przemysłowy, w której liczba mieszkańców stopniała z miliona do siedmiuset tysięcy osób, na każdej ulicy można znaleźć gabinet astrologiczny, a ulotki o usługach wróżek są powszechnie wkładane za wycieraczki samochodów. Rozkwita wróżbiarstwo. Na nie ludzie mają czas i pieniądze.
   Są tacy, którzy przekonują, że istnieje magia czarna i biała. Ostatnia miałaby sprzyjać człowiekowi. – Nie ma magii, która by pomagała – jasno sformułował władyka.
   Mit czystej magii legł w gruzach. I jedna, i druga prowadzi do całkowitego podporządkowania człowieka – najpierw wróżbicie czy magowi, a potem samemu szatanowi, poprzez ufność w pogańskie obrzędy. Władyka ostrzegł przed współczesną kulturą, łatwo przemycającą magię do codzienności, również dziecięcej. Seria powieści Rowling o Harrym Potterze to nic innego jak rodzaj podręcznika magii dla najmłodszych, który magię wprowadza w obszar normalności i oczywistości. Święto boga śmierci Halloween, bardzo lansowane ostatnio w Polsce, nakłada się na chrześcijańskie Święto Zmarłych i Zaduszki. Jest powrotem do pogańskich satanistycznych praktyk. Obchodom Halloween ulegają zwłaszcza ludzie młodzi. Przebierają się oni za demony, kościotrupy. Pogańskie praktyki zachęcały do składania podczas tego święta nawet ofiar z ludzi.
   Władyka ostrzegał przed niewinnymi, zdawałoby się na początku, seansami spirytystycznymi. Związane są one często z przynoszeniem ofiary panu, nie mówiąc jakiemu panu. Podał przykład takich seansów, które miały miejsce w 1999 roku w Rudzie Śląskiej. Kilku satanistów składało w bunkrze ofiary. Najpierw przynosili kwiaty, potem warzywa, ptaki, koty, psy. Na koniec przynieśli ofiarę w postaci kilkunastoletniej dziewczyny, która właśnie przyjechała z rodzicami z Anglii do Polski na trzytygodniowe ferie. Zabili ją rytualnym satanistycznym sztyletem. Sataniści podczas procesu zeznawali, że głos domagał się od nich kolejnej, ciągle większej ofiary.
   Bardzo popularne stało się w ostatnich latach pojęcie „dobrej energii”. Owa „energia” stała się niczym poszukiwany towar. Pojawili się nawet jej dawcy.
   Przekazywanie swojej energii, to nic innego niż duchowy wampiryzm – i ten temat poruszył władyka. Ktoś dając energię, jednocześnie odbiera od kogoś jego własną. Szczególnie w Rumunii można spotkać wielu duchowych wampirów, również w cerkwi. Obejmują oni choćby przez pięć minut, godzinę, bywa półtorej, ikonę. Mówi się o nich, że wyczerpują duchową energię pochodzącą od tych, którzy modlili się przed ikoną.
   Biskup Paisjusz podawał przykłady z własnej praktyki jako duchownego, kiedy spotykał ludzi, mających kontakt z magią czy okultyzmem, wróżbiarstwem, wchodzących na bardzo niebezpieczną ścieżkę, jakże często kończącą się samobójstwem. Co sprzyja wchodzeniu na taką drogę? Przekleństwa, oglądanie bajek pełnych przemocy, zabawa w gry komputerowe, oparte również na przemocy, czytanie książek i oglądanie filmów, gdzie normą staje się zabójstwo, rozwód, zdrada, oszustwo, odrzucenie Boga. Z biegiem lat to wszystko zostawia ślad na duszy.
   To było dobre spotkanie. Uświadamiało ono, jak zło potrafi działać dyskretnie, podstępnie, w białych rękawiczkach, posiłkując się systemami prawnymi państw i kulturą. I jakie bywa skuteczne. Nawet niektórych duchownych potrafi to zło schwytać w swe sieci – i o takich przypadkach opowiadał władyka. Czujności nigdy więc za wiele. Byle nie popaść w drugą skrajność – przysłowiowego polowania na czarownice i generalnego odrzucania współczesnej kultury. Bo to też groźne.
   
   
   Spotkanie relacjonowała
   Anna Radziukiewicz
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token