Udzielić odpowiedzi na argument zła
teizm dzisiejszy i ateizm jutra wysuwają swój podstawowy
argument: istnienie wszechmocnego i dobrego Boga jest nie do pogodzenia z okrutną rzeczywistością zła – nie tylko ludzką, tu można by powoływać się na wolność, lecz także kosmiczną. Kiedy naród tak udręczony przez historię jak naród Armenii ponosi wszystkie konsekwencje trzęsienia ziemi, kiedy dzieci w Meksyku zalewa rzeka błota, kiedy inne dzieci umierają na raka, wówczas wszystko wydaje się absurdalne. Uznaje się argument Iwana Karamazowa, który „zwraca swój bilet” Bogu z powodu cierpienia niewinnych dzieci. Twierdzicie, mówią nam, że Bóg jest wszechmocny, a jednak świat to nic innego, jak absurdalny chaos. Utrzymujecie, że jest dobry, a przecież dla niezliczonych potępieńców przygotowuje wieczną katownię. Przez całą historię, a dziś znowu, ludzie mordowali się w imię Boże. Mówicie, że Bóg jest miłosierny, a nam wydaje się, że wyzwala okrucieństwo i nienawiść. Francuski filozof Rene Girard słusznie zestawia gwałt i sacrum: każda wspólnota umacnia się, wybierając swojego kozła ofiarnego, każda wspólnota funkcjonuje dzięki mechanizmom wyłączania, odrzucania, a wspólnota religijna chętnie przenosi te mechanizmy na wieczność!
Jaką podstawę duchową ustanowić na przyszłość w takiej sytuacji? Trzeba powiedzieć z mocą, że nasz Bóg jest niewinny, że nie chciał i nie chce śmierci, że nigdy nie zamierza zła. Trzeba skończyć z pojęciem Boga diabolicznego, na wzór człowieka, na obraz najgorszego z ludzi. Jest to koncepcja zrodzona z opowieści o częściowo legendarnych wojnach, jakie lud Izraela prowadził, kiedy osiedlał się w Kanaanie, zarówno z zamiarem podboju, jak i po to, by ocalić monoteizm; koncepcja wzmocniona, w historii teologicznej Zachodu, przez zgrzybiałe systematyzacje choćby błogosławionego Augustyna; koncepcja przede wszystkim zasilana potrzebą zemsty i wyrównania krzywd tylu pseudochrześcijan, których tak ostro wyszydzał Nietzsche.
Tak, istnieje wszechmoc Boża, ponieważ Bóg może stwarzać, pozwalać, by poza Nim istniały inne wolności, wolność anioła, wolność człowieka. Jedno hebrajskie słowo bara określa Boże stworzenie. My możemy „tworzyć” jedynie odbicia, marionetki (a filozoficzna koncepcja Boga wiedzącego wszystko z góry, koncepcja przekształcająca nas w marionetki, bynajmniej nie jest biblijna).
Jednak trzeba dodać, że o ile wszechmoc Boża istnieje, o tyle jest ona nieodłączna od Bożej wszechsłabości. Bóg wycofuje się, usuwa w pewnym sensie – jest to tsimtsum mistyki żydowskiej – zostawiając aniołowi i człowiekowi przestrzeń ich wolności. Bóg czeka na naszą miłość, ale nikogo nie można zmusić do miłości. „Każda wielka miłość jest zawsze ukrzyżowana” – mówił Paul Evdokimov. Tak, Bóg podjął ryzyko, wszedł w prawdziwą, a więc tragiczną historię miłości. Adam, niezliczony Adam, którym jesteśmy, nie potrafił oprzeć się próbie wolności. Aby znaleźć potwierdzenie dla siebie, aby objawić swoją indywidualność, odszedł od Ojca, niczym syn marnotrawny z przypowieści. Wówczas świat stworzony z nicości – to znaczy pozbawiony własnej podstawy – zaczął ześlizgiwać się ku nicości, tej nicości, której my sami i upadli aniołowie – zbyt chętnie o nich zapominamy – nadają konsystencję destrukcyjną. Bóg został jakby wykluczony ze swojego stworzenia, utrzymując je już tylko z zewnątrz, stał się „królem bez państwa”, jak wyraził się wybitny bizantyński człowiek ducha z XIV wieku, Mikołaj Kabasilas. Wobec powszechnego zła – świata, który „tkwi w samym środku zła”, jak mówi święty Jan – „oblicze Boga broczy krwią w cieniu”, jak to przejmująco ujmuje formuła Leona Bloy, często cytowana przez Mikołaja Bierdiajewa.
Aż do chwili, kiedy wypowiedziane przez niewiastę „tak” umożliwi wykluczonej boskości powrót do serca jej stworzenia, aby wyrwać ludzkość fatalizmowi i fascynacji nicością oraz otworzyć jej, przez ciemności, drogi zmartwychwstania. Jednak Bóg ukrzyżowany nie ma mocy tyranów i burz. Bóg – niezmierzony przypływ pokoju, światła i miłości – aby móc działać, potrzebuje ludzi dobrowolnie się na Niego otwierających. Paruzja dokona się przez wyłom; już teraz w każdej chwili przedziera się Jej światło – lecz wymaga ona także przygotowania: w Chrystusie, pod tchnieniem Ducha Świętego, człowiek odnajduje swoje powołanie twórcy stworzonego. Jezus nie tłumaczy sytuacji niewidomego od urodzenia obecnością grzechu: ani ten człowiek nie zgrzeszył, ani jego rodzice. Jednak to spotkanie jest dla chwały Boga, więc Jezus uzdrawia niewidomego. Duchowość trzeciego tysiąclecia będzie w mniejszym stopniu odrzuceniem, a bardziej przemienieniem – duchowością paschalną, duchowością zmartwychwstania!
Wówczas zrozumiemy, że nadziei nie można nakładać ograniczeń, jak Urs von Balthasar powtórzył za twórcą niezmierzonej mistyki, jakim był w VII wieku święty Izaak Syryjczyk. Modlitwa i posługa dla powszechnego zbawienia będą odpowiedzią na tragedię piekła. Piekło jako los powszechny, jako nieobecność Boga, zostało zniszczone w Wielką Sobotę. Od tej pory Bóg wszędzie jest obecny. Jednak trzeba „zasiąść przy stole grzeszników”, jak mówiła święta Teresa z Lisieux, i „przelać krew swego serca”, jak uściślał starzec Sylwan z góry Atos, po to, by ostateczne piekło, piekło jednostki zamurowanej w samej sobie, zostało przezwyciężone falą miłości wspólnoty świętych, tych grzeszników, którzy zgadzają się, by zostało im wybaczone.
Tak więc jedna z głównych duchowych podstaw przyszłości jawi się jako kenoza. Bóg, mówi święty Paweł w Liście do Filipian, albo raczej Bóg w Chrystusie, ekenosen, wyniszczył się, pozbawił się siebie. Genialna intuicja: przywołać Boga nie w języku pełni, lecz w języku pustki. Pełnia odwołuje się do wrażenia bogactwa, dobrobytu, mocy.
Wyzbycie się wszystkiego, pustka, wyraża całą tajemnicę miłości. Bóg przechodzi samego siebie, idąc do człowieka ruchem odwróconym. Nie jest to Bóg-pełnia, który mógłby człowieka przytłoczyć, lecz Bóg pozbawiony wszystkiego, „pusty”, w oczekiwaniu na naszą odpowiedź miłości.
Olivier Clément
Rzym inaczej, Wydawnictwo Księży Marianow, Warszawa 1999
argument: istnienie wszechmocnego i dobrego Boga jest nie do pogodzenia z okrutną rzeczywistością zła – nie tylko ludzką, tu można by powoływać się na wolność, lecz także kosmiczną. Kiedy naród tak udręczony przez historię jak naród Armenii ponosi wszystkie konsekwencje trzęsienia ziemi, kiedy dzieci w Meksyku zalewa rzeka błota, kiedy inne dzieci umierają na raka, wówczas wszystko wydaje się absurdalne. Uznaje się argument Iwana Karamazowa, który „zwraca swój bilet” Bogu z powodu cierpienia niewinnych dzieci. Twierdzicie, mówią nam, że Bóg jest wszechmocny, a jednak świat to nic innego, jak absurdalny chaos. Utrzymujecie, że jest dobry, a przecież dla niezliczonych potępieńców przygotowuje wieczną katownię. Przez całą historię, a dziś znowu, ludzie mordowali się w imię Boże. Mówicie, że Bóg jest miłosierny, a nam wydaje się, że wyzwala okrucieństwo i nienawiść. Francuski filozof Rene Girard słusznie zestawia gwałt i sacrum: każda wspólnota umacnia się, wybierając swojego kozła ofiarnego, każda wspólnota funkcjonuje dzięki mechanizmom wyłączania, odrzucania, a wspólnota religijna chętnie przenosi te mechanizmy na wieczność!
Jaką podstawę duchową ustanowić na przyszłość w takiej sytuacji? Trzeba powiedzieć z mocą, że nasz Bóg jest niewinny, że nie chciał i nie chce śmierci, że nigdy nie zamierza zła. Trzeba skończyć z pojęciem Boga diabolicznego, na wzór człowieka, na obraz najgorszego z ludzi. Jest to koncepcja zrodzona z opowieści o częściowo legendarnych wojnach, jakie lud Izraela prowadził, kiedy osiedlał się w Kanaanie, zarówno z zamiarem podboju, jak i po to, by ocalić monoteizm; koncepcja wzmocniona, w historii teologicznej Zachodu, przez zgrzybiałe systematyzacje choćby błogosławionego Augustyna; koncepcja przede wszystkim zasilana potrzebą zemsty i wyrównania krzywd tylu pseudochrześcijan, których tak ostro wyszydzał Nietzsche.
Tak, istnieje wszechmoc Boża, ponieważ Bóg może stwarzać, pozwalać, by poza Nim istniały inne wolności, wolność anioła, wolność człowieka. Jedno hebrajskie słowo bara określa Boże stworzenie. My możemy „tworzyć” jedynie odbicia, marionetki (a filozoficzna koncepcja Boga wiedzącego wszystko z góry, koncepcja przekształcająca nas w marionetki, bynajmniej nie jest biblijna).
Jednak trzeba dodać, że o ile wszechmoc Boża istnieje, o tyle jest ona nieodłączna od Bożej wszechsłabości. Bóg wycofuje się, usuwa w pewnym sensie – jest to tsimtsum mistyki żydowskiej – zostawiając aniołowi i człowiekowi przestrzeń ich wolności. Bóg czeka na naszą miłość, ale nikogo nie można zmusić do miłości. „Każda wielka miłość jest zawsze ukrzyżowana” – mówił Paul Evdokimov. Tak, Bóg podjął ryzyko, wszedł w prawdziwą, a więc tragiczną historię miłości. Adam, niezliczony Adam, którym jesteśmy, nie potrafił oprzeć się próbie wolności. Aby znaleźć potwierdzenie dla siebie, aby objawić swoją indywidualność, odszedł od Ojca, niczym syn marnotrawny z przypowieści. Wówczas świat stworzony z nicości – to znaczy pozbawiony własnej podstawy – zaczął ześlizgiwać się ku nicości, tej nicości, której my sami i upadli aniołowie – zbyt chętnie o nich zapominamy – nadają konsystencję destrukcyjną. Bóg został jakby wykluczony ze swojego stworzenia, utrzymując je już tylko z zewnątrz, stał się „królem bez państwa”, jak wyraził się wybitny bizantyński człowiek ducha z XIV wieku, Mikołaj Kabasilas. Wobec powszechnego zła – świata, który „tkwi w samym środku zła”, jak mówi święty Jan – „oblicze Boga broczy krwią w cieniu”, jak to przejmująco ujmuje formuła Leona Bloy, często cytowana przez Mikołaja Bierdiajewa.
Aż do chwili, kiedy wypowiedziane przez niewiastę „tak” umożliwi wykluczonej boskości powrót do serca jej stworzenia, aby wyrwać ludzkość fatalizmowi i fascynacji nicością oraz otworzyć jej, przez ciemności, drogi zmartwychwstania. Jednak Bóg ukrzyżowany nie ma mocy tyranów i burz. Bóg – niezmierzony przypływ pokoju, światła i miłości – aby móc działać, potrzebuje ludzi dobrowolnie się na Niego otwierających. Paruzja dokona się przez wyłom; już teraz w każdej chwili przedziera się Jej światło – lecz wymaga ona także przygotowania: w Chrystusie, pod tchnieniem Ducha Świętego, człowiek odnajduje swoje powołanie twórcy stworzonego. Jezus nie tłumaczy sytuacji niewidomego od urodzenia obecnością grzechu: ani ten człowiek nie zgrzeszył, ani jego rodzice. Jednak to spotkanie jest dla chwały Boga, więc Jezus uzdrawia niewidomego. Duchowość trzeciego tysiąclecia będzie w mniejszym stopniu odrzuceniem, a bardziej przemienieniem – duchowością paschalną, duchowością zmartwychwstania!
Wówczas zrozumiemy, że nadziei nie można nakładać ograniczeń, jak Urs von Balthasar powtórzył za twórcą niezmierzonej mistyki, jakim był w VII wieku święty Izaak Syryjczyk. Modlitwa i posługa dla powszechnego zbawienia będą odpowiedzią na tragedię piekła. Piekło jako los powszechny, jako nieobecność Boga, zostało zniszczone w Wielką Sobotę. Od tej pory Bóg wszędzie jest obecny. Jednak trzeba „zasiąść przy stole grzeszników”, jak mówiła święta Teresa z Lisieux, i „przelać krew swego serca”, jak uściślał starzec Sylwan z góry Atos, po to, by ostateczne piekło, piekło jednostki zamurowanej w samej sobie, zostało przezwyciężone falą miłości wspólnoty świętych, tych grzeszników, którzy zgadzają się, by zostało im wybaczone.
Tak więc jedna z głównych duchowych podstaw przyszłości jawi się jako kenoza. Bóg, mówi święty Paweł w Liście do Filipian, albo raczej Bóg w Chrystusie, ekenosen, wyniszczył się, pozbawił się siebie. Genialna intuicja: przywołać Boga nie w języku pełni, lecz w języku pustki. Pełnia odwołuje się do wrażenia bogactwa, dobrobytu, mocy.
Wyzbycie się wszystkiego, pustka, wyraża całą tajemnicę miłości. Bóg przechodzi samego siebie, idąc do człowieka ruchem odwróconym. Nie jest to Bóg-pełnia, który mógłby człowieka przytłoczyć, lecz Bóg pozbawiony wszystkiego, „pusty”, w oczekiwaniu na naszą odpowiedź miłości.
Olivier Clément
Rzym inaczej, Wydawnictwo Księży Marianow, Warszawa 1999






Twoja opinia